Motyw „budzisz się w hotelu, nic nie pamiętasz i składasz siebie w całość” działa znakomicie. Na początku naprawdę bałem się wyborów dialogowych – że palnę coś głupiego albo zepsuję sobie rozgrywkę – i ta niepewność była ogromnym plusem.
Z czasem decyzje tracą na wadze i zacząłem klikać wszystko tylko po to, żeby zobaczyć więcej treści. Wczesne napięcie okazało się więc trochę iluzją. Mimo to gra do samego końca potrafiła mnie utrzymać przy ekranie.